phone 785-222-782 email info@green-dog.pl email
Post

NA CZWORAKACH W TŁUMIE, CZYLI DLACZEGO NIGDY NIE ZABIERAM PSA NA DEMONSTRACJE

2020-08-12

Polub mnie na Facebooku

Najnowsze wpisy

O NIEODPOWIEDZIALNYCH WŁAŚCICIELACH, PSICH PODBIEGACZACH I NIEZNAJOMOŚCI PSIEJ KOMUNIKACJI

2021-01-15

Państwo Kowalscy po obejrzeniu reklamy ze słodką, puchatą, jasną kuleczką, postanawiają kupić sobie goldena. Co wiedzą o psach? A no kiedyś za dzieciaka mieli psy...

Czytaj więcej

NIE POWIE CI, ŻE CIERPI. OBSERWACJA ZWIERZĘCIA KLUCZEM DO ROZWIĄZANIA PROBLEMÓW BEHAWIORALNYCH

2021-01-03

Zwierzę cierpi nie tylko wtedy, gdy ma widoczne gołym okiem rany na ciele. Chociaż ciężko to przechodzi przez gardło, to niestety wiem, że są jeszcze...

Czytaj więcej

NA CZWORAKACH W TŁUMIE, CZYLI DLACZEGO NIGDY NIE ZABIERAM PSA NA DEMONSTRACJE

2020-08-12

Mój pies od szczeniaka żyje w mieście. Ma już prawie dwanaście lat i radzi sobie świetnie. Czasem na spacerze wybiera chodnik zamiast trawy i ciągnie...

Czytaj więcej

Mój pies od szczeniaka żyje w mieście. Ma już prawie dwanaście lat i radzi sobie świetnie. Czasem na spacerze wybiera chodnik zamiast trawy i ciągnie mnie w stronę sklepów, targu i miejskiego zgiełku. Do szóstego roku życia żył w dużo mniejszym mieście niż Warszawa. Przeprowadzka była trochę stresująca, bo dla mnie samej działo się tu zbyt dużo. Mówiłam: „Nienawidzę Warszawy, nienawidzę Warszawy, o rany, jak tu głośno!” Przyzwyczaiłam się i mój pies również.

Przeszliśmy swojego rodzaju terapię behawioralną. Ja nabrałam pewności siebie, a zaraz po tym mój pies. Nie zawsze ulegam jego zachciankom co do kierunku spaceru. Nie pozwalam mu na przyjęcie każdego wyzwania, na które się naraża. Jednak widok idącego pewnym krokiem małego pieska, z dumnie uniesionym ogonem, w środku wielkiego miasta, jest dla mnie powodem do dumy. Drobnostka, powiecie, przecież psy żyją w takich miejscach od lat. Macie rację, pies w mieście to normalny widok. Uwierzcie jednak – mam być z czego dumna. Jeśli ważysz dwa i pół kilograma i jesteś naprawdę niewielkim pieskiem, spacer po centrum Warszawy potrafi być jak jazda bez trzymanki.

Uwielbiam obserwować zachowania i reakcje mojego psa. Miejskie przygody dają dużo materiału do przemyślenia. Najtrudniejszą rzeczą do zauważenia są dyskretne zmiany w zachowaniu. Nie radzą sobie z tym nawet wieloletni, doświadczeni i troskliwi opiekunowie. Bardzo łatwo przeoczyć coś bardzo ważnego, nie rozpoznać dobrze emocji lub pomylić się w interpretacji zachowania. Pies komunikuje się z nami niemal cały czas, ale nie zawsze robi to w bezpośredni, oczywisty sposób. Powinniśmy to zawsze brać pod uwagę – szczególnie wtedy, kiedy nasze niezrozumienie może być powodem negatywnego stresu lub krzywdy psa.

5fb2a9b9e11a0123016187.jpg

Jedną z takich sytuacji są protesty uliczne – marsze, demonstracje, zgromadzenia. Sytuacje, w których mamy do czynienia z tłumem, silnymi emocjami ludzi, nieprzewidywalnością zdarzeń, hałasem, latem z wysoką temperaturą i brakiem powietrza (próbowaliście być na demonstracji na czworakach?), ciągłym ruchem i różnymi bodźcami oddziałującymi na wszystkie zmysły psa. Jeśli zabierasz psa w takie miejsca po to, żeby był dodatkiem do twojego wizerunku – nie czytaj dalej. Jest mała szansa, że się dogadamy. Jeśli sądzisz, że dobrze znasz i rozumiesz swojego psa, a pomimo to zabierasz go na protesty – proszę, poświęć chwilę na przeczytanie tego tekstu.

Obserwowałam psy przyprowadzane przez opiekunów na protesty uliczne. Zdecydowana większość z nich miała oznaki negatywnego stresu – dyszenie, ziewanie, podnoszenie przedniej łapy, ślinienie się, a nawet nagły łupież. Były wyraźnie przytłoczone sytuacją, bezskutecznie próbując ją zrozumieć. Tak, my też w takich sytuacjach jesteśmy zestresowani, ale decydujemy się na to dobrowolnie i wiemy, po co to robimy. Jest wiele innych oznak stresu, które są trudniej zauważalne: przyspieszone bicie serca, napięcie mięśni, wzmożona czujność lub jej całkowity brak, częste oblizywanie się, pocenie opuszek łap, rozszerzenie źrenic, a nawet samoistne opróżnianie gruczołów okołoodbytowych.

Paradoksalnie, w skrajnych sytuacjach zupełnej dezorientacji i przytłoczenia, oznaki stresu mogą być bardziej dyskretne. Nie oznacza to, że stres nie ma ogromnego natężenia! Na zewnątrz pies wygląda jak posąg, zamiera, ale nie oznacza to, że dobrze sobie radzi z sytuacją. Bardzo szybkiego bicia serca nie widać. Podobnie jak napięcia mięśni u wielu psów.

Pies jest o wiele bardziej czuły na dźwięki niż człowiek. Mieszanina głośnych dźwięków megafonów lub innego nagłośnienia, bębnów, muzyki, krzyków, kroków (głośne tupanie), może powodować już nie tyle strach, co ból. Pies nie tylko słyszy dużo więcej niż my, ale i inaczej. Fakt, że zwierzę nie może zidentyfikować bodźca, skutkuje brakiem odruchu orientacyjnego w kierunku zagrożenia, a tym samym odpowiedniej reakcji na to właśnie zagrożenie. Dlatego wiele psów boi się burzy.

Pies będący w stanie dezorientacji i niepokoju bezustannie przewiduje nadejście niebezpieczeństwa, czując się bezsilnym. Nie tylko więc oczywiste reakcje, takie jak podkulony ogon, ucieczka i trzęsienie się, są sygnałami, że pies się czegoś boi. Brak możliwości odpowiedniego zareagowania na dany bodziec jest dla psa ogromnie stresujące. Niemożność uniknięcia zagrożenia wiąże się z wyuczoną bezradnością. A z tej, uwierzcie mi, psu jest wyjść bardzo ciężko.

5fb2a9d7521c2897898654.jpg

Być może słyszeliście kiedyś o metodzie szkoleniowej opartej na tak zwanym zalewaniu. To forma nauki polegająca na konfrontowaniu psa z bodźcem wywołującym strach. Jest długotrwała, musi odbywać się pod ścisłą kontrolą, pod okiem trenera/behawiorysty. Stosuje się ją wyłącznie w przypadku bardzo stabilnych emocjonalnie psów, które są w stanie dzięki habituacji, ze stopniowym zwiększaniem częstotliwości i natężenia bodźców, nauczyć się, że zetknięcie się ze stresorem im nie zagraża. Jeśli zabierasz psa na tłumny uliczny protest mówiąc „jakoś to będzie, przyzwyczai się”, robisz psu skrajne zalewanie, nie przestrzegając przy tym żadnych reguł bezpieczeństwa.

Oczywiście można i trzeba już od szczenięcia przygotowywać psa do życia w środowisku, w którym spędzi życie. Miasto nie jest tu wyjątkiem. Szczenię musi poznawać otoczenie, ale zawsze powinno być ono dla niego bezpieczne i przyjazne. Odkrywanie nowego powinno być przyjemne, pozbawione strachu przed czymś nieznanym. Przełamywanie rutyny jest bardzo ważne, to jeden z obowiązków opiekunów. Ważne są nawet drobiazgi, choćby posiłek podany trochę wcześniej lub spacer o innej porze niż zwykle. Dodawanie różnych aktywności, zabieranie w nieznane miejsca, zmienianie co jakiś czas rytmu dnia (nie drastyczne!) – to się przyda każdemu psu.

Wpychanie psa w sam środek demonstracji w centrum Warszawy, gdzie otoczenie jest jednym wielkim kłębowiskiem bardzo silnych bodźców i jest zupełnie nieprzewidywalne (nawet dla nas!) – nie przyniesie pożytku, w zdecydowanej większości przypadków to po prostu zbyt wiele dla psa. To się może skończyć lękami w przyszłości i unikaniem wielu różnych sytuacji, nie tylko tych, w których mamy do czynienia z tłumem ludzi (co w mieście jest częste). Pies niepewny siebie z dużym prawdopodobieństwem może mieć problem z relacjami z innymi psami, ale reagować negatywnie również na bodźce z pozoru neutralne, jak płacz dzieci.

5fb2a9ee747f8548353797.jpg

I naprawdę nie chodzi o to, że pies z niską pewnością siebie będzie zapierał się łapami przed wyjściem do miasta, dając wyraźny sygnał „ja nigdzie nie idę!”. Chodzi również o delikatne, subtelne gesty, kiedy na przykład zacznie się oblizywać i mrużyć oczy. Kiedy ostatni raz zwracaliście uwagę na takie dyskretne sygnały?

Nie jestem zwolenniczką trzymania psów pod kloszem i stwarzania im cieplarnianych warunków. Zachęcam natomiast do stworzenia psu takich warunków, w których będą miały możliwość rozumieć sytuację, w której się znajdują. Stabilne emocje, zdolność samoregulacji, pewność siebie, zaradność – tego pies się nie nauczy w tłumie rozkrzyczanych ludzi. Nawet, jeśli krzyczą w najbardziej słusznym celu.

Jeśli opiekujesz się psem, patrz na różne aspekty życia z jego perspektywy. Z tego punktu widzenia świat naprawdę zupełnie inaczej wygląda. Czy nie jest formą hipokryzji walka przeciwko wykluczeniu, odbieraniu praw człowieka, dyskryminacji, kiedy zapomina się o punkcie widzenia zwierzęcia?

Nie zabierajmy naszych psów w miejsca, które sprzyjają powstawaniu różnych lęków, są niebezpieczne i mogą powodować fizyczny ból. Czekam na to, żeby standardem stało się zastrzeżenie w regulaminach demonstracji, że psy uczestników powinny zostać w domu i tam czekać na ich bezpieczny powrót.

„Zobacz jak ten pies kocha ludzi!” – powiedziała któregoś razu moja znajoma, wskazując na tańczącego psa, duszącego się z radości. Jego ślina leciała wprost na buty przechodniów, z którymi się witał jakby był w amoku. „Ten pies nie kocha ludzi” – odparłam. „On sobie nie radzi i potrzebuje pomocy. To nie jest szczęśliwy pies”.